Rak to nie wyrok – tak mówią i piszą, ale czy zawsze?
Nie zaglądałam tu ponad rok. Upss… prawie półtora roku. Zleciało jak z bicza strzelił, ale działo się przez ten czas bardzo dużo. zachorowałam na raka. Złośliwego, potrójnie ujemnego raka piersi z przerzutami do węzłów. Paskudztwo bardzo niebezpieczne i rozprzestrzeniające się ekspresowo. To był dla mnie szok.
Jestem genetycznie obciążona, posiadam mutację genu BRCA1. Dokładnie to samo, co Angelina Jolie – żartowałam sobie nawet, że jestem tak samo wyjątkowa jak ona. Tylko, że ona zdecydowała się na profilaktyczną mastektomię, nie dopuszczając do zachorowania. Ja zachorowałam.
Koniec wakacji był początkiem życia z chorobą. Miałam jednak w tym wszystkim wiele szczęścia, bo od początku świat mi sprzyjał. Praktycznie od dnia wykrycia, że coś jest nie tak, do rozpoczęcia leczenia minęło niecałe półtora miesiąca. Przez ten czas przeszłam przez wszystkie możliwe badania włącznie z PET oraz konsylium. Dostałam szczegółowy plan działania i szłam po zdrowie.
Chemioterapia, immunoterapia, mastektomia, radioterapia… Rok intensywnego życia na krawędzi. Do teraz na widok czerwonej oranżady w sklepie robi mi się niedobrze. Dosłownie niedobrze Czerwona chemia ma taki właśnie kolor. Po drodze pobyt w szpitalu na oddziale diabetologicznym, bo sterydy wywołały cukrzycę. Najwyższy poziom cukru to było 595…

Teraz jestem zdrowa, to znaczy nie mam komórek nowotworowych w sobie. Jednak przede mną kolejne operacje, tym razem profilaktyczne, aby zminimalizować ryzyko ponownej choroby. Wracam powoli do w miarę normalnego życia, choć tak naprawdę ono już nigdy nie będzie takie samo jak przed chorobą.
Rak to nie wyrok – ja nie muszę umrzeć, ale umiera moje życie przed chorobą
Zmieniło się bardzo dużo, wręcz prawie wszystko. Przede wszystkim zmieniłam się ja. Niczego już nie MUSZĘ, ale wszystko mogę CHCIEĆ. Nie robię niczego wbrew sobie, nie utrzymuję sztucznych relacji, nie staram się zadowolić innych na siłę. JA stałam się ważna DLA SIEBIE.
Co mnie najbardziej zaskoczyło w relacjach? Odpadły, mówiąc brzydko, chyba tylko dwie osoby. Jedna mnie bardzo zaskoczyła i zraniła, druga w zasadzie była do przewidzenia. Jednak grono osób, które wspierały mnie podczas całego procesu leczenia było przeogromne! Nie spodziewałabym się tego w najśmielszych snach. Nigdy nie odwdzięczę się za to, ale będę robić wszystko, aby nikt z tych osób nie żałował tego, co dla mnie zrobił.
Rak to nie wyrok, będę o tym mówić każdemu. Teraz jedna z osób, które wspierały mnie bardzo sama zachorowała. Będę przy Niej stać tak, jak tylko tego zechce. Wiem przecież, co się czuje w takiej sytuacji. A co się czuje? Świat zatrzymuje się nagle, a to, co wydawało się ważne, przestaje takie być. Tylko na chwilę, dłuższą lub krótszą. I oby ta chwila trwała jak najkrócej.
Droga, kochana, wspierająca A. – nie przeczytasz raczej tego, ale wiedz, że ja JESTEM. Pamiętaj: rak to nie wyrok.
